|
|
|
|
Rodzina i społeczeństwo -
Spisane z życia
|
|
Strona 1 z 4
Słówko wyjaśnienia do Prawdziwych Mężczyzn (pamiętajcie, że im trudniej Was spotkać na tym padole, tym bardziej My, Prawdziwe Kobiety Was doceniamy), których oko zatrzymało się na tytule: możecie śmiało darować sobie lekturę tego artykułu - on Was nie dotyczy, jeżeli jednak Wasza pasja poznawcza podpowiada Wam coś innego, przeczytajcie i poznajcie egzotyczne zachowania Waszych pobratymców, którzy psują opinię na temat gatunku męskiego w całym świecie kobiecym.
Zacznijmy od wyjaśnienia pojęć. Gallo italiano to skrót myślowy określający profesjonalnego, doświadczonego i zaprawionego w bojach włoskiego podrywacza z klasą, który, niezależnie od wieku, sytuacji materialnej i osobistej spragniony jest przeżycia ekscytującej przygody z piękną obywatelką któregoś z krajów Europy Środkowej lub Wschodniej - wiadomo, niewiasty tej proweniencji przybywają do słonecznej Italii w celu poprawienia własnego pożal-się-Boże statusu majątkowego, podejmując się przeróżnych zajęć (których charakter i wymiar finansowy przyprawiają przeciętną Włoszkę o co najwyżej histeryczny wybuch szyderczego śmiechu), w związku z tym stanowią zazwyczaj łatwą zdobycz dla niecnych starań panów spod znaku latin lover lub macho italiano. Polski "dżentelmen" (użycie cudzysłowu jest zabiegiem celowym, ot złagodzenie dramatycznego oksymoronu, do którego doszło poprzez zetknięcie ze sobą tych dwu prawdopodobnie wykluczających się pojęć) to najczęściej mężczyzna już poniekąd emocjonalnie dojrzały, który, zależnie od sytuacji materialnej i osobistej (często znudzone rodzinnym życiem, żoną i obowiązkami wynikającymi z ojcostwa z tzw. "łapanki" indywiduum, panicznie obawiające się puszczenia w już i tak mocno przetartych skarpetkach przez małżonkę na wypadek upragnionego ponoć rozwodu) jest spragniony przeżycia ekscytującej przygody z piękną krajanką (im wyższa jej pozycja społeczna, tym lepiej, wiadomo, "dżentelmen" nie zadowala się byle czym).
Sposób postrzegania urodziwej cudzoziemki pochodzącej z któregoś z krajów postkomunistycznych w kaprawych i zawężonych geograficzną i kulturową ignorancją źrenicach śródziemnomorskich, domorosłych lowelasów jest łatwe do zdiagnozowania i przewidzenia: Polka, Ukrainka czy Węgierka to istota niższej kategorii, nieposiadająca emocji łowczyni "przykładnych" włoskich mężów i synów (stąd ukłute przez zdradzane włoskie żony i posesywne matki określenie rompifamiglie - czyli, ni mniej ni więcej, "rozbijające rodziny") i ich majątków, albo rozwiązła seks-turystka, znudzona marną jakością usług seksualnych świadczonych przez własnych współobywateli, idealny towar do wyrwania przez któregoś z potomków antycznych Rzymian, która nieważne gdzie, kiedy, jak i z kim, byleby tylko legitymował się dowodem osobistym stwierdzającym włoskie obywatelstwo partnera w cielesnych uciechach. Takiej percepcji przedstawicielek płci pięknej własnej nacji przez tych nierozgarniętych intelektualnie wśród włoskich kogutów i ich najbliższe rodziny, co bardziej oświecone (nierzadko poprzez autopsję) Polki są w pełni świadome i z rezerwą, przymrużeniem oka oraz brakiem zaufania traktują "miłosne" podrygi obywateli słonecznej Italii. Gorzej, gdy taka nieufna w stosunku do włoskiej płci przeciwnej białogłowa spotka na swojej drodze prawdziwego Polaka, i to w dodatku "dżentelmena"; jak się okazuje w większości przypadków - "pary" do bycia dżentelmenem starcza zazwyczaj na pierwszy miesiąc znajomości (i to pod warunkiem, że potencjalna zdobycz stawia opór), potem "dżentelmeństwo" przechodzi w byt wirtualny: istnieje w egocentrycznym mniemaniu zainteresowanego i nagminnie stosowanych przez niego w podobnych wypadkach "dyżurnych" tekstach. Omamiona "spektakularnymi" początkami znajomości i składanymi średnio co dziesięć minut obietnicami, zapewnieniami i deklaracjami, kobieta zaczyna naprawdę wierzyć, że ma do czynienia z przysłowiowym "Mężczyzną z klasą" i jak Prawdziwego Dżentelmena zaczyna go traktować: oczekuje przede wszystkim efektywnych zrozumienia, szacunku, troski i odpowiedzialności. Lecz przereklamowany towar stać co najwyżej początkowo - na kolejne płonne obietnice, deklaracje i zapewnienia, następnie - zarzuty o brak zaufania, tyrady o płataniu figlów przez chory umysł partnerki, a w końcu - efektowną w swym tchórzostwie, pośpieszną ucieczkę z "miejsca wypadku". No cóż, Dżentelmenem się JEST, a nie się BYWA.
|
|
|
|
Kto jest online?
Naszą witrynę przegląda teraz 76 gości
|
Fashion design for the link:http:/...
Do you like Karen Millen?Discount p...
link:http://www.karenmillenuks.com...
Fashion design for the link:http://w...
Do you like Karen Millen?Discount price