|
Zdrowie -
Ginekologia
|
Antykoncepcja, szczególnie ta w formie tabletek, budzi wiele obaw. W opiniach badanych wyraźnie ujawnia się napięcie między potrzebą skuteczności a lękiem przed ubocznymi, negatywnymi skutkami stosowania środków o wysokiej skuteczności. Problem polega jednak na tym, że niewiele mówi się u nas o antykoncepcji w racjonalnych, przyjaznych i zrozumiałych kategoriach.
Brakuje rzeczowej dyskusji o dobrych i złych stronach różnych środków antykoncepcyjnych; brakuje nawet języka i kategorii, w których można by rozważać wybór którejś z metod. Z jednej strony mamy do dyspozycji język czysto medycznymi, nie tylko niezrozumiały, ale dodatkowo zimny i techniczny; z drugiej - język moralny, w którym kwestia antykoncepcji jako taka nabiera znamion tabu.
Nowoczesne metody antykoncepcji są w konsekwencji słabo znane. "Pigułki" weszły do potocznej świadomości za sprawą filmów i starego dyskursu o rewolucji seksualnej; prezerwatywy zyskały widzialność za sprawą kampanii promujących bezpieczny seks (w kontekście HIV) lub przyjemny seks (kampanie producentów prezerwatyw). Obydwa wątki są, jak łatwo zauważyć, osadzone w kontekście ideologicznym lub związanym ze stylem życia - a nie z kwestią racjonalnego wyboru środka optymalnego z punktu widzenia najważniejszej potrzeby: bezpieczeństwa dla zdrowia kobiety i skuteczności.
Nowoczesne środki wchłaniane przez skórę są niemal zupełnie nieznane. Pierwszą i podstawową barierą jest znowu język: medyczne pojęcie działania "transdermalnego" jest zupełnie obce przytłaczającej większości Polaków (słyszało o nich jedynie 4% badanych).
Mimo dość intensywnych kampanii reklamowych różnych "transdermalnych produktów", niemal nikt nie kojarzy z tym pojęciem żadnych konkretnych produktów. Nieco lepiej działa słowo "plaster" - ale przecież pojęcie plastra nie mówi nam nic o specyficznym sposobie działania produktów transdermalnych. "Plaster" to raczej coś, co koi i zabezpiecza rany, niż metoda bezpiecznego i skutecznego aplikowania leku czy hormonów.
Warto jednocześnie podkreślić, że mimo braku wiedzy, badani maja raczej pozytywne skojarzenie z samym terminem: można sądzić, że "wyczuwają" zalety środków wchłanianych przez skórę. Co więcej: badani zdają sobie sprawę z tego, że produkty transdermalne eliminują wiele obaw wiązanych z pigułkami (omijanie przewodu pokarmowego i wątroby) i deklarują znaczną gotowość stosowania takich produktów. Niezależnie więc od tego, jaką decyzję podejmą partnerzy, wydaje się rzeczą absolutnie uczciwą i konieczną, żeby mieli przesłanki podjęcia dobrze przemyślanego wyboru. A to oznacza, że musimy poszukać przyjaznego i zrozumiałego języka, w którym da się rozważać wady i zalety różnych środków antykoncepcyjnych. Może ogłosić konkurs na tłumaczenie słowa "transdermalny" na język potoczny?
Dr hab. Anna Giza-Poleszczuk, Instytut Socjologii, Uniwersytet Warszawski
Komentarz do raportu z badań "Transdermalność", zrealizowanego na zlecenie firmy Janssen Cilag, Warszawa, marzec - kwiecień 2007
|