|
Zdrowie -
Ginekologia
|
|
Strona 1 z 3 Nie wnikając w całą złożoną problematykę, czym jest zmiana na szyjce macicy określana jako "nadżerka" (patrz "Rak szyjki macicy") należy stwierdzić, że radykalne jej wyleczenie polega na zniszczeniu metodami fizycznymi lub chemicznymi nieprawidłowych, tworzących ją komórek.
Istnieje kilka metod usuwania nadżerek.
Dla każdej pacjentki u której stwierdzono nadżerkę szyjki macicy powinno być istotne zapoznanie się z zaletami i wadami poszczególnych metod, aby wiedzieć, czego można się spodziewać w trakcie zabiegu i po nim - dlatego podane niżej informacje warto przeczytać starannie, mimo iż tekst jest niewątpliwe trudny do zrozumienia.
Metoda najpopularniejsza - elektrokoagulacja (tzw. "wypalanka") polega na zniszczeniu komórek nadżerki prądem tworzącym łuk elektryczny między końcówką roboczą koagulatora (tak nazywa się aparat) a szyjką macicy. Prąd jest odprowadzany z ciała pacjentki elektrodą bierną umieszczoną pod jej pośladkami.
Metoda ta, mimo swojej niekwestionowanej skuteczności posiada jednak pewne wady.
Przede wszystkim olbrzymia większość kobiet odczuwa działanie prądu podczas zabiegu jako nieprzyjemne. Szyjki macicy nie można znieczulić miejscowo np. rozpylając na niej środek znieczulający, bowiem jest ona pozbawiona unerwienia czuciowego i środek ten po prostu nie ma na co działać. Jeśli więc przed zabiegiem pacjentka jest informowana o jakimś "znieczuleniu szyjki" to należy to traktować wyłącznie w kategoriach wpływu psychologicznego na nią (co często odnosi pewien skutek!).
Istnieje wprawdzie możliwość ultrakrótkiego, 3-4 minutowego znieczulenia polegającego na dożylnym podaniu środka, po którym pacjentka zasypia i nic nie czuje, ale w polskich szpitalach prawie nigdy nie jest to stosowane i są ku temu powody - elektrokoagulacja trwa zbyt krótko, by angażować do niej jeszcze jednego lekarza-anestezjologa odpowiedzialnego za znieczulenie ogólne (koszty!), często same pacjentki boją się i nie życzą sobie zaśnięcia w czasie zabiegu...
Pacjentka zdecydowana na zabieg elektrokoagulacji musi więc z góry założyć, że jej wrażenia z zabiegu będą raczej nieprzyjemne i lepiej, aby się co do tego nie łudziła bez względu na to co powie jej lekarz, zresztą w najlepszej intencji.
Temperatura łuku elektrycznego (można sprawdzić w encyklopedii, ile ma stopni C) powoduje spalenie tkanek na różną głębokość, zależną od wielu czynników - m.in. od czasu działania łuku elektrycznego na wybrany fragment niszczonej powierzchni, od obecności na niej śluzu, od stopnia nawodnienie tkanki, obecności naczyń krwionośnych itp. itp.
Są to sprawy oczywiście nieistotne dla pacjentki, ale powinny być istotne dla lekarza - bowiem określają optymalne parametry prądu użytego do zniszczenia tkanki.
Wiele zależy (a przynajmniej tak powinno być) od doświadczenia lekarza - zasadą powinno być stosowanie prądu o jak najmniejszym, ale "skutecznym" napięciu, powodującym dehydratację czyli odwodnienie tkanek, a nie ich zwęglenie, czyli spalenie.
|
Co jeśli mam miesiączkę od 11 dni, cz...
Il doit y avoir plusieurs façons d'ac...
fill their shop with link:http://www...
Similar to Henchmen from Diablo II in...
fill their shop with link:http://www...