|
Strona 1 z 3 Rak szyjki macicy został zidentyfikowany jako pierwszy rodzaj raka, wywołanego przez wirusa przenoszonego drogą płciową. Sugestie, że istnieje jakiś czynnik infekcyjny, odpowiedzialny za rozwój tego nowotworu pojawiały się już przez 100 laty.
Ostatnie dane, pochodzące z 1995 roku jednoznacznie wskazują, że w blisko 100% przypadków raka szyjki macicy i w zmianach przednowotworowych testy przeprowadzone na obecność onkogennych szczepów wirusa HPV dały wynik pozytywny.
Rak szyjki jest w Polsce drugą (po raku sutka) przyczyną zgonów kobiet z przyczyn nowotworowych. W krajach unii europejskiej ilość zgonów kobiet na raka szyjki macicy jest większa niż z powodu zespołu AIDS i WZW typu B razem wziętych.
Dane statystyczne wykazują, że ilość ta w ostatnim dziesięcioleciu nie maleje mimo powszechności badań ginekologicznych, w tym i cytologicznych.
Należy z tego faktu wyciągnąć wnioski - identyfikacja kobiet zagrożonych rakiem szyjki macicy jest nadal zła i należy mieć świadomość, dlaczego tak jest.
W dalszych rozważaniach pomijam to specyficznie polskie podejście do spraw jakiejkolwiek profilaktyki - "lepiej nie wiedzieć" i "co ma być to będzie".
Spróbuję dać odpowiedź, co każda kobieta, niewielkim kosztem czasu i pieniędzy może we własnym interesie zrobić dla siebie, by nie umierać w młodym wieku w instytutach onkologii z powodu tego nowotworu.
Przede wszystkim znać ograniczenia wynikające z badania cytologicznego. Jest to fakt nieznany szerzej kobietom, dla których określenie wyniku rozmazu typu "jedynka" lub "dwójka" jest synonimem zupełnej prawidłowości i pełnego bezpieczeństwa.
A to nieprawda.
Komórki pokrywające szyjkę macicy podobnie jak komórki skóry są stale złuszczane.
Pobranie takich złuszczających się z powierzchni szyjki komórek i oglądanie ich pod mikroskopem po odpowiednim zabarwieniu jest podstawową metodą stosowaną od XIX wieku w identyfikacji raka szyjki macicy i stanów przedrakowych. Badanie to w założeniu powinno dostarczać informacji o "kondycji" tych komórek - powinno określić, czy komórki te mają regularny, odpowiadający normom wygląd, czy wprost przeciwnie - ich budowa i wygląd są "nowotworowo" podejrzane.
Tyle najkrótsza teoria.
Praktyka jest inna - wynik wymazu cytologicznego nie można uznać za 100% pewny, a jedynie w 30-60% - innymi słowy - około połowa wyników cytologicznych nie zostaje prawidłowo zakwalifikowana jako wyniki podejrzane o zmiany nowotworowe!
Nie jest to fakt powszechnie znany kobietom. Znany jest, (a przynajmniej powinien być) lekarzom, znane są również tego przyczyny, dlatego stale postuluje się wprowadzanie metod poprawiających wykrywalność raka szyjki macicy.
Jednak tzw. "opór materii" jest duży, a do tego dochodzą obiektywne czynniki ograniczające.
Przede wszystkim sposób pobierania materiału - jeśli wymaz jest pobierany wacikiem nawiniętym na patyczek - to spokojnie wynik takiego wymazu można wyrzucić do kosza i uznać, że się nie miało zrobionego tego badania. Powód - rak szyjki macicy najczęściej rozwija się w takim miejscu szyjki (tzw. strefa przekształceń), które jest po prostu niedostępne dla takiego patyczka z nawiniętą na końcu watą. Są na to oczywiste dowody, opisy w literaturze fachowej, są oczywiście także specjalne jednorazowe szczotki, tak skonstruowane, by docierać nimi przy pobieraniu wymazu do miejsc szczególnie zagrożonych. Wymaz pobrany nimi jest nieporównywalny jakościowo z takim "patyczkowym", pozwala nawet na stwierdzenie, które miejsce szyjki jest podejrzane. Szczotka kosztuje 1 zł, trzeba ją jednak zamówić, nie zawsze wiadomo gdzie, wytłumaczyć komu trzeba dlaczego się chce je kupić do poradni i obciążyć i tak skromny budżet, ktoś musi wydać decyzję akceptującą zakup i "wziąć na siebie odpowiedzialność", prędzej czy później zapas szczotek się wyczerpie i proces zamawiania trzeba będzie powtarzać, a przecież do tej pory położna poradni kręciła waciki na patyczkach, pobierało się nimi wymazy "i też było dobrze".
|